Archiwum autora: Michal H

Elektryk kontra spalinowiec

Samochód spalinowy vs elektryczny

Jakiś czas temu napisałem trochę żartobliwą, a trochę poważną odpowiedź na ten artykuł w Quora. Myślę, że zasługuje na osobną publikację – może się komuś przyda w dyskusji?

Argumenty przeciw argumentom przeciw samochodom elektrycznym 😉

  • Samochody spalinowe są uzależnione od paliwa wytwarzanego z ropy naftowej. To daje z jednej strony możliwość dowolnego opodatkowania poruszania się samochodem przez rządy a z drugiej strony przynosi gigantyczne zyski koncernom naftowym, które również można opodatkować. Samochody elektryczne, zasilane prądem z normalnych domowych gniazdek nie dają takich możliwości. Co gorsza, konsumenci mogą sami produkować prąd przy pomocy paneli fotowoltaicznych, co dla rządów i firm paliwowych jest fatalną informacją.
  • Niska początkowa cena samochodu spalinowego to pułapka, w którą wpadają naiwni konsumenci. Napęd spalinowy wymaga bowiem kosztownych czynności obsługowych przez cały czas życia pojazdu: wymian pasków, olejów, filtrów, elementów rozrządu, wreszcie katalizatora czy DPF. Producenci napędzają w ten sposób sprzedaż części zamiennych przez wzmacnianie sieci dealersko-serwisowych. W porównaniu z nimi zakup samochodu elektrycznego to dla producenta i dealera katastrofa: silnik elektryczny zawiera tylko jedną ruchomą część (silnik spalinowy: około dwustu), nie ma skrzyni biegów a tylko prosta przekładnia. Nie ma katalizatora, tłumików, a klocki hamulcowe wytrzymują 5–10 razy dłużej ze względu na odzysk energii przez silnik. Serwisowanie polega na przełożeniu kół i sprawdzenia czy coś się nie poluzowało.
  • Dlatego zapewne odpowiednio opłacane jednostki intensywnie lobbują przeciwko samochodom elektrycznym, zamawiając sfabrykowane raporty, których sprostowania mało kto czyta. Nagłaśniają też pojedyncze pożary (100-krotnie rzadsze licząc na przejechany dystans w stosunku do pożarów samochodów spalinowych, napełnionych w końcu łatwopalną substancją). Najbardziej znana kampania lobbingowa, zorganizowana przez firmę Koch Brothers z funduszy firm paliwowych kosztuje 10 mld USD rocznie [2]. Jej efekty widać po zbudowanych w konsumentach skojarzeniach – choćby w odpowiedziach na powyższy post.
  • Nie mogę jeździć, ładując się po prostu w domu. Muszę odwiedzać stacje paliw, należące do kontrolowanych centralnie koncernów. Jeżeli rząd będzie chciał, to przez proste racjonowanie paliw ograniczy przemieszczanie się ludności. Po co mają sobie jeździć gdzie chcą i kiedy chcą? Do tego dochodzi kwestia klęsk żywiołowych, jak powodzie i trzęsienia ziemi. Wyłączają one stacje paliw z użycia i uziemiają ludność. Przykładem jest sytuacja po tsunami które zalało m.in Fukushimę. Elektryczność udało się przywrócić w kilka dni, a paliw nie było przez wiele tygodni. Rząd skierował na miejsce tysiące samochodów elektrycznych, aby umożliwić transport chorych i najbardziej potrzebujących [1]. Reszta ludzi nie mogła się przemieszczać, chyba że miała elektryki.
  • Podatki, w tym akcyza utrzymuje cenę paliwa na wysokim poziomie. Przyjemność z dynamicznej jazdy i w ogóle z przemieszczania samochodem spalinowym znika wraz z rosnącą kwotą na wyświetlaczu dystrybutora paliw. Aby utrzymać wydatki pod kontrolą muszę się wlec. W samochodzie elektrycznym mogę dynamicznie przyspieszać wiedząc, że część energii wróci do akumulatora przy hamowaniu, a cała jazda będzie mnie kosztować pare złotych.
  • Paliwa są wydobywane w niewielu krajach, w naszym regionie głównie w Rosji i krajach arabskich. Pozostałe kraje, w tym nasz, są od nich uzależnione. Dochodzą do tego inne kopaliny, np kobalt, który jest konieczny do odsiarczania paliw a który jest wydobywany głównie w Republice Kongo, w nieludzkich warunkach. O ile współczesne baterie zredukowały użycie kobaltu do niewielkiego procentu, rafinerie kupują go w ogromnych ilościach.
  • Pod względem ekologicznym samochody elektryczne powodują mniej zanieczyszczeń nawet, gdy są zasilane najmniej ekologicznie wytwarzanym prądem. Prąd ten staje się statystycznie coraz czystszy dzięki taniejącej fotowoltaice i farmom wiatrowym budowanym na morzu. W porównaniach z samochodem spalinowym najczęściej zapomina się, że paliwo, zanim jest spalone w silniku musi się znaleźć na stacji paliw. Aby tak się stało, musi być wydobyte (emisja z paliw potrzebnych do wierceń, do śmigłowców do przewożenia obsługi platform), przetransportowane (emisja z mazutu spalanego przez tankowce), rafinowane (ogromna ilość energii elektrycznej, możliwie taniej), przetransportowana do mieszalni (cysterny kolejowe = prąd lub diesel) i wreszcie na stacje (cysterny = diesel) [3]. Dyskusje, porównujące cały cykl życia samochodu elektrycznego i „zapominające” o całym cyklu produkcji paliw dla samochodów elektrycznych to jedna z taktyk stosowanych w kampanii spowalniających elektryfikację.

Kilka uzupełnień do podanych przeze mnie informacji:
[1] Electric Vehicles Can Save The Day During Disasters

[2] Kochs Plotting Multi-Million-Dollar Assault On Electric Vehicles

[3] I jeszcze filmik od niezawodnego Roberta Llewellyna z Fully Charged:

The Dirty Truth about Combustion Engine Vehicles
Kamienice przy ul. Chmielnej 34-36

Dzieje pewnego sklepu

Informacje wyjściowe były skąpe: moja babcia jako młoda dziewczyna pracowała w sklepie inżyniera Muszyńskiego przy ulicy Chmielnej w Warszawie. Szyła tam abażury i wykonywała inne prace. I to w drodze do pracy w tym sklepie poznała mojego dziadka.

Kiedy kolega pokazał na Facebooku skan starej gazety, na którym zauważyłem reklamę „Żyrandole-abażury, Chmielna 26”, pomyślałem że może znalazłem to miejsce.

Dowiedziałem się, że skany przedwojennego Kurjera Warszawskiego można znaleźć w systemie CRISPA Biblioteki Uniwersyteckiej w Warszawie. I że kolega ma te skany przetworzone na tekst, więc może mi wyszukać wystąpienie słowa „Muszyński” w tych skanach. Otrzymana lista liczyła 2075 wystąpień. Po przetworzeniu w Google Spreadsheet udało mi się ją zawęzić do 66 pozycji. Napisałem mały skrypt, który ściągnął 66 wybranych numerów i drugi, który wybrał z nich odpowiednie strony.

Teraz przyszedł czas na najbardziej żmudne zadanie: sprawdzenie gdzie na płachcie strony znajduje się szukana przeze mnie wzmianka i czy dotyczy sklepu Inż. Muszyńskiego przy Chmielnej.

Przykładowa strona wygląda tak (kliknij żeby otworzyć większą wersję):

Po spędzeniu kilku dni nad skanami pożółkłych stron udało mi się zebrać małą kolekcję wycinków. Przedstawiam je poniżej w porządku chronologicznym, bo wtedy zaczyna się rysować pewna historia…

1933-022-49

Styczeń 1933. Sklep inżyniera Muszyńskiego znajduje się przy Chmielnej 36. Działalność sklepu jest skupiona na technologii oświetleniowej, z wciąż nową elektryką i elektrotechniką na równi z lampami naftowymi. Pierwszy sukces – mam dokładny adres: Chmielna 36. Czyli reklama, od której wszystko się zaczęło wskazywała na inną firmę (tam adres to Chmielna 26). Krótkie wyszukiwanie i jest! Po wojnie Chmielna 36 wyglądała tak:

źródło: warszawa1939.pl
źródło: warszawa1939.pl

1933-024-18

Dalej styczeń 1933. Jak widać kolejność asortymentu zmieniała się w kolejnych ogłoszeniach, zapewne aby ogłoszenie zmieniało swoją lokalizację na stronie ogłoszeń drobnych.

1933-026-20

Po raz pierwszy wzmianka o abażurach. Czy już wtedy pracowała przy nich moja babcia? Nie wiem, muszę dopytać.

1933-029-47

To samo ogłoszenie (nr 731r), jak widać firma wymagała reklamy.

1933-031-18

Inna forma ogłoszenia, co ciekawe bardzo bliski numer (733r). Czyżby inż. Muszyński od razu zamawiał serię podobnych ogłoszeń na kolejne tygodnie? Możliwe.

1933-033-32

Takie ogłoszenie już było (832r). Ciekawe że numery nie są kolejne i najpierw ukazało się ogłoszenie 832r, potem 731r i 733r a potem znowu 832r.

1933-036-47

Oba powyższe ogłoszenia w tym samym numerze, na tej samej stronie(!). Chyba błąd wydawcy.

1933-038-18

1933-053-18

Nareszcie nowy numer ogłoszenia, choć treść taka sama jak w 832r. Brakuje tylko kropki na końcu.

1933-132-51

Maj 1933. Tutaj coś innego – Sklep Muszyńskiego jako punkt kontaktowy. Przysługa dla znajomego lub członka rodziny? A może płatna usługa? Pewnie nigdy się nie dowiem.

1934-050-18

Luty 1934. Duża zmiana. Ogłoszenie większe, z marketingowym wstępem TANIO I DOBRZE. Co ciekawe, lampy naftowe nie zanikają z oferty, wręcz zajmują więcej miejsca. Pojawiają się też lampy spirytusowe, kuchenki, żarówki…
Lokalizacja określona dokładniej: vis-a-vis kina Atlantic, którego neon na pewno ułatwiał skojarzenie lokalizacji sklepu.

źródło: warszawa1939.pl

No i największa zagadka: firma jest określona jako D/T. H. Inż. S. Muszyński. Co to za D/T. H. ? I jak ma na imię Muszyński? Stanisław? Samuel?

Kampania reklamowa jak widać trwała aż do marca 1934:

1934-053-18

1934-058-20

1934-059-20

1934-060-16

1934-157-37

Czerwiec 1934. Firma zamiast oświetlenia poleca kuchenki Graetza (chyba tej firmy). Pojawia się inny opis lokalizacji („drugi dom od Marszałkowskiej w stronę Brackiej”) no i po raz pierwszy – numer telefonu 5-96-18. Pięć cyfr, czyli cała Warszawa miała mniej niż 10 000 numerów telefonicznych… Pojawienie się telefonu i brak oszczędności na każdym (płatnym!) słowie świadczy o stabilnej sytuacji firmy.

1934-185-45

Lipiec 1934. Do kuchenek Graetza dochodzą palniki Matador. Niestety, nie udało mi się namierzyć firmy od palników Matador. Znalazłem dwie firmy Matador działające w tamtym okresie: czechosłowacką i holenderską, ale pierwsza z nich produkowała wyroby gumowe, a druga wózki ręczne…

1935-037-01

Rok 1935 – firma inż. Muszyńskiego wspomniana w reklamie żarówek Tungsram. Co ciekawe, lampy elektryczne nie były zbyt mocno reklamowane. Albo tego nie wymagały, albo firma pozycjonowała się w innych obszarach.

1935-109-40

Mam problem z lampami Diamond. W tej chwili każda lampa ze szklanym kloszem, szlifowana we wzór rombu (ang diamond) jest określana jako „diamond lamp”. Być może w latach 30-tych istniała w USA marka lamp Diamond, a może chodziło o określenie wyglądu? No i generatory. Czy to były generatory prądu, czy generatory gazu?

1935-330-63

Lampy Petromax to marka firmy Graetz, wspomnianej powyżej. Lampa świeciła bardzo jasno dzięki rozżarzonej do białości jedwabnej siateczce. Zasada działania tutaj.
Samo ogłoszenie ciekawe o tyle, że znów jest małe. Brak numeru telefonu, brak informacji o jakimkolwiek urządzeniu elektrycznym. Czyżby firma zmieniła profil, lokując się w niszy pozostawionej przez rozwój elektryfikacji?

1936-272-45

Kolejna technologia nie-elektryczna. Kuchenki typu prymus na coraz popularniejszą (motoryzacja!) benzynę.

1936-272-46

Październik 1936. Pora na ogrzewanie. Firma poleca urządzenia łatwe do instalacji, przewoźne, bo w piecach stacjonarnych królował węgiel. Jest numer telefonu, ale poza tym brak dodatków, nazwa firmy skrócona.

1937-069-17

Marzec 1937. Potrzebny chłopiec do posług. Oznaka zamożności firmy? A może zwykła migracja pracowników. Podpisane D.T. Inż. Muszyński. Nie D/T. H. Dalej nie mam pojęcia co oznaczają te litery.

1937-160-48

Ogłoszenie kierowane do bardzo określonej grupy – budowlańców. Lampy żarowe to elektryczne czy Petromax? Nie wiem.
Podpis tym razem D/H Inż. S. Muszyński. D/H, bez T. No i ten inicjał imienia… Nie lubił go?

1937-160-62

Kolejne ogłoszenie kierowane do określonej grupy. Czerwiec, letniska na wsiach bez elektryczności – polecamy lampy i kuchenki naftowe, spirytusowe.

1938-015-63

Początek roku 1938. Najbardziej „nietechniczne” ogłoszenie. Zamiast knotów i generatorów – abażury art[ystycznie] malowane (babcia?). A może to lampy wazonowe były malowane artystycznie?
Przedziwny podpis – Deteha, czyli fonetycznie pisane D/T. H. Czyżby ogłoszenie dyktowane przez telefon?

1938-166-63

Kolejne lato, kolejni letnicy gotują na kuchenkach Graetza. Znów Deteha.

1938-173-38

Chłopiec do posyłek – nie chłopca tylko chłopiec. Czyli nie potrzeba, a 18-latek szuka pracy. Czy to ten przyjęty rok wcześniej? Czy odchodzi bo ma 18 lat? A może z innego powodu? Czyżby firmie gorzej się powodziło?

Niestety, nie znam odpowiedzi na powyższe pytania. Powyższe ogłoszenie jest ostatnie z tych, które udało się znaleźć. Wiem tylko, że pan Muszyński przeżył wojnę.
To wszystko. Dzisiaj to miejsce wygląda zupełnie inaczej:

źródło: Google StreetView

Dziękuję Markowi Minakowskiemu za dostęp do bazy tekstów ogłoszeń.

Nowy Szpital Uniwersytecki w Krakowie. Impresje.

Poniżej kilka spisanych na gorąco impresji z mojej pierwszej wizyty w nowym Szpitalu Uniwersyteckim. Wrażenia – niezapomniane.

Pierwszy, krótki test na inteligencję, jakby rozgrzewka czeka jeszcze przed wejściem. Mamy bowiem listę różnych działów szpitala (patrz zdjęcie)

oraz jasną informację, że główne wejście, rejestracja i informacja to numer sześć (6).
Patrzę więc na mapę (patrz zdjęcie)

… i już po chwili wiem że nie ma na niej numeru sześć. Ale co to dla mnie – w trzy sekundy quiz rozwiązany, nagrodą jest wejście do budynku.

Dalsze moje przygody pominę, wspomnę tylko że trochę trwało zanim się zorientowałem. Żeby ułatwić rozwiązywanie kolejnych quizów innym, którym może się na przykład spieszyć albo mogą nie czuć się najlepiej, poniżej kilka spojlerów:

  1. Najpierw pobrać numerek z jednego z automatów po bokach informacji. Trzeba kliknąć w typ choroby, od tego zależy literka przed numerkiem (patrz punkt 5). Numerek jest jedynym sposobem uzyskania rejestracji. Punkty rejestracji ciągną się po obu stronach, jest ich bardzo dużo. Patrz punkt 3.
  2. Wziąć kartkę z planem dwóch dolnych pięter. Będzie potrzebna. Plany leżą wydrukowane w informacji na wprost wejścia.
  3. Punktów rejestracji jest dużo, a po wywołaniu mamy około 30 sekund na dojście do właściwego stanowiska, dlatego warto zawczasu znaleźć stanowisko obsługujące tą samą literę, np jeśli masz G23 czy H17, to trzeba znaleźć coś z G lub H. Stanowiska nie są bowiem wymienne, to jest jeżeli masz bloczek G to będzie cię obsługiwać tylko stanowisko 12 i żadne inne. Niektóre litery mają kilka stanowisk, ale są one obok siebie.
  4. Przy rejestracji otrzymamy mniej lub bardziej dokładne namiary na pokój do którego należy pójść. Tutaj przyda się plan, bo UWAGA! na danym piętrze jest więcej niż jeden pokój o tym samym numerze. Jednoznaczna jest relacja Piętro-Litera-Numer, czyli np. 1-G-39, ale na pokoju jest napisane tylko „39”. Piętro można sobie policzyć idąc schodami albo jadąc windą, a litera… literę trzeba przeliczyć z koloru. Otóż skrzydła budynków są oznaczone literami oraz kolorami, więc jeżeli się pamięta że D to żółty (choć trochę pomarańczowy), to wiadomo że trzeba iść pod drzwi z danym numerem umieszczonym na żółto-pomarańczowym tle. Dlatego przydaje się mapa, która nie powiela co prawda oznaczeń kolorystycznych, ale widać na niej gdzie jest okulistyka a gdzie wewnętrzny.
  5. Litery na bloczkach i w rejestracji nie mają nic wspólnego z literami budynków. Jeżeli masz bloczek H, a powiedzą ci żeby iść do C, to idź, nie kombinuj.
  6. Nie jest wszystko jedno którą windą wyjedziesz, bo powyżej parteru nie wszędzie da się dojść w poziomie. Jeżeli powiedzą ci żeby najpierw iść korytarzem, a potem jechać windą, to nie rób na odwrót bo to nie działa.
  7. Wszyscy kierują do wind, ale obok każdej windy są schody, którymi (o ile jesteś w pełni sił) przedostaniesz się na wybrane piętro szybciej i zdrowiej.
  8. W dużej części budynków nie ma zasięgu komórkowego. Pewnie przedstawiciele operatorów pogubili się na korytarzach i nie dogadali się w sprawie mikroBTS-ów. Jest WiFi, ale zabezpieczone, nie miałem czasu rozczaić czy jest jakieś proste hasło do którejś sieci (na pewno jest).
  9. Nie, na miejscu nie ma apteki. Naprawdę.
  10. Życzę wszystkim zdrowia, zdrowia i jeszcze raz zdrowia.

AC35 start!

Za nami pierwszy dzień 35 edycji America’s Cup.

Regaty challengerów to przeszłość, nie ma co o nich wspominać, może z wyjątkiem jednego: Dean Barker stracił ostatnią chyba szansę na walkę o Puchar. Walczył do końca, ale cóż – #theresnosecond

 

Muszę powiedzieć że obserwując Burlinga podczas finału Louis Vuitton Cup miałem wątpliwości czy będzie w stanie nawiązać walkę ze starymi wyjadaczami z Team Oracle USA. Generalnie Nowozelandczycy wykorzystywali znakomitą szybkość swojej łódki i swoje znakomite zgranie podczas manewrów. To z łatwością wystarczyło do przejścia do AC Match, ale w zetknięciu z szybkim rywalem – już raczej nie.

Toteż byłem pozytywnie zaskoczony dzisiejszą postawą Nowozelandczyków. Gdy Spithill się zbliżał, potrafili momentalnie przełączyć się z trybu wyścigowego w tryb meczowy i to z takim skutkiem, że Amerykanie nie byli w stanie niczego zrobić.

Czy to oznacza, że Barker i koledzy mają Puchar w kieszeni? To zależy od tego, co wydarzy się przy silniejszym wietrze. Ale szykuje się wyrównana walka.

Smartwatch – co powinien mieć

Kilka dni temu opisałem co sądzę o Apple Watch. Teraz coś innego – co powinien mieć smartwatch.

Wynik krótkiej burzy mózgów, zbierającej cechy pożądane przez kolegów:

  • Długi czas życia na baterii. Najlepiej tydzień, absolutne minimum to 48 godzin (bo dzień czasem tyle trwa…)
  • Umożliwiający trenowanie z zegarkiem na ręce bez konieczności jednoczesnego noszenia telefonu. Powód: są sporty gdzie telefon można łatwo zgnieść. Czyli: GPS powinien być wbudowany w zegarek.
  • Bardziej płaski! Musi się mieścić pod mankietem koszuli. Generalnie nie może wyglądać jak gadżet. Bo nikt (prawie) nie chce wyglądać jak Inspektor Gadżet.
  • Wyświetlający kontent bez przerwy: coś jak e-ink albo po prostu staromodny czarno-biały LCD przełączający się w tryb kolorowy kiedy jest to uzasadnione.
  • Równie praktyczny na prawej co na lewej ręce. Nikt nie lubi dyskryminacji.
  • Mniej prostokątny – tutaj zdania są podzielone. Okrągły zegarek jest niby fajny, ale okrągły wyświetlacz jest bez sensu. Więc może kwadrat?

America’s Cup. Czy w tym tunelu jest światełko?

To, co się dzieje w America’s Cup przechodzi ludzkie pojęcie. Nowozelandczycy nie mogą od przeszło tygodnia zdobyć jednego, brakującego punktu.
Jak dla mnie to efekt widzenia tunelowego. Dean Barker i (zwłaszcza) jego taktyk żyją w rzeczywistości, w której mają szybszą łódź i lepiej wyćwiczoną załogę. To była prawda dwa tygodnie temu, ale teraz już nie.
Najlepiej było to widoczne w wyścigu 13. Zaczęło się od tego, że w bardzo słabym wietrze ETNZ po nieudanym starcie wyprzedziło OTUSA i pewnie sunęło do zwycięstwa. Nieco ponad kilometr od mety wyścig został odwołany z powodu przekroczenia limitu czasu. To zafiksowało umysły w pozycji „wygraliśmy, brakujący punkt to formalność”.
Było to widać już po kilkudziesięciu minutach. Wiatr stężał, Amerykanie dogonili Kiwis mając pierwszeństwo. Nowozelandczycy po prostu nie ustąpili drogi!

Oczywiście skończyło się karą i w końcu przegraną.
Dlaczego nie ustąpili? BO W GŁOWIE MAJĄ WIZJĘ TUNELOWĄ. Są szybsi, ergo inny jacht nie może ich po prostu wyprzedzać. W sumie wygrali już puchar, więc przeciwnik nie może wygrać.
Dalej wszystko potoczyło się według stałego wzorca:
Wyścig 16 – przygotowany „na później” żagiel code 0 uniemożliwił szybki start. A start jest najważniejszy, jeżeli ma się wolniejszą łódź. Ale w głowach ETNZ ich jacht nie jest wolniejszy.

Wyścig 18 – zamiast za wszelką cenę uniemożliwić USA wyprzedzenie, NZ pozwoliło Amerykanom na popłynięcie w swoją stronę.

Znowu – taktyka zakładająca posiadanie szybszego jachtu na przekór oczywistym faktom.

Nie do wiary. Miliony dolarów, lata przygotowań a na końcu i tak decyduje psychologia.

Rozstrzygnięcie dzisiaj o 22:10.

EDIT: No i już po wszystkim. Amerykanie byli nie do powstrzymania. Może gdyby Nowozelandczycy ustawili się w kursie na wiatr przed Amerykanami i starali się ich zamanewrować na śmierć… może.
I jeszcze jedna refleksja, żeglarsko-życiowa: podczas końcowej konferencji prasowej amerykański skipper podkreślał ważność rady Russella Couttsa, żeby żeglować pełniej i szybciej zamiast ostrzej i wolniej. Dlaczego tak jest lepiej? Jeżeli jacht porusza się szybciej w poprzek to można nim szybciej przemieścić się w miejsce gdzie lepiej wieje. Można odskoczyć od przeciwnika albo przeciwnie – dopłynąć do niego i go zablokować. Rozwiązanie dające więcej opcji okazuje się po prostu lepsze w szybko zmieniającej się rzeczywistości. Na wodzie i poza nią.

AMERICA’S CUP FINAL – RACE 19